Indyjska firma eMudhra jest jednym z dostawców usług certyfikacyjnych, odpowiedzialnych między innymi za wystawianie certyfikatów SSL/TLS wykorzystywanych do zabezpieczania połączeń z witrynami internetowymi. W październiku 2026 roku ujawniono jednak poważny problem z bezpieczeństwem jej infrastruktury. Osiem kluczy prywatnych należących do pośrednich urzędów certyfikacji zostało wygenerowanych w taki sposób, że można było je odtworzyć na podstawie publicznie dostępnych certyfikatów.

Odkrycie podważyło zaufanie do infrastruktury eMudhra, ponieważ odzyskane klucze mogły potencjalnie posłużyć do wystawiania fałszywych certyfikatów. Mozilla, Google i Microsoft rozpoczęły więc blokowanie zagrożonych certyfikatów i wycofywanie zaufania do powiązanych hierarchii. Konsekwencje objęły dziesiątki tysięcy certyfikatów, a 22 października eMudhra ogłosiła decyzję o wycofaniu się z globalnego rynku publicznych certyfikatów SSL/TLS.

Dlaczego przeglądarki ufają certyfikatom?

Żeby zrozumieć skalę problemu, przypomnijmy, jak działa zaufanie do stron internetowych. Kiedy odwiedzamy witrynę korzystającą z HTTPS, przeglądarka sprawdza przedstawiony przez serwer certyfikat TLS. Dzięki temu może zweryfikować, czy połączenie prowadzi do właściwej strony.

Za wystawianie takich certyfikatów odpowiadają urzędy certyfikacji (CA), a cały system opiera się na tzw. łańcuchu zaufania. Certyfikat strony jest zwykle podpisywany przez pośredni urząd certyfikacji, który z kolei podlega nadrzędnemu CA. Na końcu znajduje się główny certyfikat, czyli root CA, uznawany za zaufany przez przeglądarkę lub system operacyjny.

Zaufanie to nie jest jednak bezwarunkowe. Jeśli dostawca przeglądarki uzna, że dany urząd certyfikacji nie spełnia wymagań bezpieczeństwa, może usunąć jego certyfikaty ze swojej listy zaufanych wystawców. Wtedy nawet prawidłowo wystawione wcześniej certyfikaty mogą przestać być akceptowane.

Osiem kluczy, których nie trzeba było kraść

17 października niezależny badacz poinformował dostawców przeglądarek, że klucze prywatne ośmiu pośrednich urzędów certyfikacji eMudhra można odtworzyć na podstawie publicznie dostępnych certyfikatów. Nie wymagało to włamania do infrastruktury firmy ani dostępu do jej serwerów. Problem tkwił w samych kluczach.

Wszystkie wykorzystywały kryptografię krzywych eliptycznych P-384, która przy prawidłowym generowaniu kluczy zapewnia bardzo wysoki poziom bezpieczeństwa. Tymczasem wartości kluczy prywatnych mieściły się w zakresie od 1 do 255, a jeden z nich miał wartość 4.

Wystarczyło sprawdzić zaledwie kilkaset możliwych wartości. Scott Helme odtworzył wszystkie osiem kluczy w czasie krótszym niż sekunda. Nie była to słabość samego algorytmu P-384, lecz sposobu, w jaki wygenerowano klucze.

Skąd wzięły się tak słabe klucze?

Według oficjalnego stanowiska eMudhra wadliwe klucze powstały 30 kwietnia 2025 roku, podczas przygotowywania nowych pośrednich urzędów certyfikacji.

Firma korzystała przy tym ze sprzętowych modułów bezpieczeństwa HSM, służących do bezpiecznego przechowywania i obsługi kluczy kryptograficznych. Problem miał pojawić się podczas operacji key wrap/unwrap, związanych z ich zabezpieczaniem i odtwarzaniem. W wyniku błędu obok prawidłowych kluczy powstał drugi, znacznie słabszy zestaw, który następnie został wykorzystany.

Dokładna przyczyna nie została jeszcze ostatecznie ustalona. Wiadomo jednak, że problem pozostawał niezauważony przez niemal 18 miesięcy, mimo przeprowadzenia w tym czasie dwóch niezależnych cykli audytowych.

To szczególnie kłopotliwe dla firmy, której działalność opiera się na zaufaniu do stosowanych procedur bezpieczeństwa. Samo wykorzystanie HSM nie wystarczyło, a kolejne kontrole również nie wykryły błędu.

Przeglądarki wycofują zaufanie

Reakcja dostawców przeglądarek nastąpiła już 17 października. Mozilla zablokowała zagrożone certyfikaty w Firefoksie, a Google wprowadziło odpowiednie zabezpieczenia w Chrome i Androidzie.

Na tym jednak sprawa się nie skończyła. Działania objęły również szersze hierarchie certyfikacyjne eMudhra. Microsoft zablokował zagrożone pośrednie CA, a 26 i 27 października usunął kolejne powiązane certyfikaty z list zaufania Windows i Edge.

Problem nie dotyczył kluczy głównych urzędów certyfikacji. Jednak skala błędu i fakt, że przez tak długi czas pozostawał niezauważony, skłoniły dostawców przeglądarek do wycofania zaufania również do części powiązanej infrastruktury eMudhra.

Konsekwencje dotknęły także prawidłowo wystawionych certyfikatów, których własne klucze nie były wadliwe. Ich właściciele stanęli przed koniecznością wymiany certyfikatów, mimo że problem nie powstał po ich stronie.

Czy ktoś wykorzystał słabe klucze?

Według Microsoftu sześć zagrożonych kluczy było związanych z certyfikatami TLS, a pozostałe dwa z podpisywaniem kodu.

Odtworzenie takich kluczy mogłoby pozwolić atakującemu na wystawianie fałszywych certyfikatów dla cudzych domen, a przy możliwości przechwycenia ruchu również na podszywanie się pod serwisy internetowe. W przypadku podpisywania kodu problem mógłby zostać wykorzystany do nadania złośliwemu oprogramowaniu pozorów wiarygodności.

Nie potwierdzono jednak wykorzystania tych możliwości w rzeczywistych atakach. eMudhra utrzymuje, że zagrożone pośrednie CA nie wystawiły żadnych certyfikatów końcowych, a firma nie wykryła naruszenia infrastruktury ani wycieku danych.

Brak potwierdzonych nadużyć nie oznacza jednak, że ryzyko nie istniało. Skoro klucze można było odtworzyć na podstawie publicznych informacji, nie mogły już stanowić wiarygodnej podstawy do wystawiania certyfikatów.

eMudhra wycofuje się z globalnego rynku TLS

W komunikacie z 22 października eMudhra ogłosiła decyzję o wycofaniu się z globalnego rynku publicznych certyfikatów SSL/TLS. Jako przyczyny firma wskazała zarówno incydent związany z kluczami, jak i rosnące koszty prowadzenia tej części biznesu, która odpowiadała za około 1% jej przychodów. Pozostałe usługi, w tym podpisy elektroniczne i rozwiązania dla przedsiębiorstw, mają nadal funkcjonować niezależnie od wycofywanej działalności.

Za utratą zaufania stało jednak coś więcej niż samo ujawnienie ośmiu słabych kluczy. Ich wartości można było odgadnąć bez specjalistycznego sprzętu, a mimo to przeszły przez procedury generowania i kolejne audyty. Dopiero publiczne ujawnienie problemu doprowadziło do zakwestionowania wiarygodności znacznie większej części infrastruktury certyfikacyjnej eMudhra.